Dyrektor finansowy dzisiaj najwięcej czasu poświęca …. sprawom personalnym

W Rzeszowie naszym spotkaniom towarzyszą piękne widoki na Rynek i na Ratusz, są więc na fotce ilustracyjnej, niech wszyscy zobaczą 🙂

To spotkanie w Klubie Dyrektorów Finansowych „Dialog” miało być o automatyzacji procesów w celu zmniejszenia pracochłonności zadań, zmniejszeniu liczby błędów, a także płynnego zmniejszania lub zwiększania skali biznesu, ale było przede wszystkim o zarządzaniu ludźmi, a mówiąc jeszcze dosadniej o trudach relacji ze współpracownikami i podwładnymi. Po raz pierwszy – prowadząc od czterech lat kolejne odsłony programu Digital Finance Excellence, czyli automatyzacji procesów – słyszymy, że warto automatyzować choćby po to, aby zdjąć sobie trochę tego personalnego stresu z głowy.

Zarządzanie ludźmi nigdy nie było mocną stroną dyrektorów finansowych, ale dzisiaj odczuwają to niezwykle silnie, bo z jednej strony wzrosło ich zmęczenie  mnożacymi się ryzykami rynkowymi, regulacyjnymi, podatkowymi, a z drugiej – jako ludzie (pracownicy i menedżerowie) staliśmy się bardziej uwrażliwieni, emocjonalni, niechętni do nadmiernej pracy, zaniepokojeni ogólną sytuacją gospodarczą, polityczną i wojenną. Jeszcze silniej oddziałują różnice pokoleniowe. Łatwo w takiej atmosferze o tzw. krótki lont, roszczenia, a przede wszystkim brak wzajemnego zrozumienia. Trzeba naprawdę być mistrzem psychologii, aby tak sformułować pytanie czy krytyczną uwagę, aby nie wywołać urazy czy wręcz oskarżenia o niewłaściwe traktowanie. Można się uciekać do regulaminów czy procedur czy właśnie automatyzacji, ale nie zmienia to faktu takich trudności w porozumiewaniu się z ludźmi.

Menedżerowie finansowi rozumieją, że w takich okolicznościach muszą więcej rozmawiać ze swoimi ludźmi, być bardziej uważni, bardziej angażować się w rozwiązywanie ich problemów. Efekt jest taki, że 60-70% swojego czasu poświęcają właśnie na sprawy personalne, a finansami zajmują się  w końcówce dnia pracy albo wręcz „po godzinach”. A najbardziej niekomfortowe jest to, że gdyby przyznali się do tego swojemu szefowi, prezesowi, właścicielowi, to – cytuję – „popukałby sie w głowę”.

Jeszcze o tym napiszemy.